Kupony

Newsletter

Zapisz się na Darmowy Newsletter i zdobądź Poradnik Łuszczycowy.

Okładka Poradnika Łuszczycowego




Historia Haliny

Na łuszczycę zachorowałam jakoś w wakacje z drugiej do trzeciej klasy liceum, byłam wtedy 300km od domu rodzinnego, mieszkałam w internacie.

Przez pół roku zmiana była tylko na łokciu, zbytnio się tym nie przejęłam, od dermatologa usłyszałam „łuszczyca” – nie bardzo wiedziałam co to za choroba, a lekarz nic więcej mi nie powiedział.

Z czasem pojawiało się coraz więcej „biedronek”. W ferie przyjechałam do domu i zaczęło się, prywatne wizyty u dermatologów, maści, które było ciężko kupić i zero poprawy.

W wakacje wylądowałam w szpitalu na oddziale dermatologicznym. Było nas tam wielu, pobrałam lekcje od doświadczonych „łuszczyków”.

Miałam ogromną nadzieje, że to tylko raz, niestety stało się inaczej. Gdy dbałam o skórę – a były to przeważnie sterydy – to było dość dobrze.

Skończyłam szkołę, zaczęłam pracować i po 3-ch miesiącach pracy znowu „derma”: cygnolina, prodermina, salicyl – myślę, że to znacie 🙂

Ponieważ nie cierpię spodni, zawsze chodziłam – i nadal tak jest – w spódnicach, więc w zimie pozwalałam sobie na zaniedbywania, w smarowaniu, czasem kończyło się to pobytem na dermie, ale tylko wtedy kiedy nie dawałam sobie już rady, szczególnie ze skórą głowy – gęste włosy i niestety nieodparta chęć „skubania” powodowały, że na dermatologii byłam wiele razy. Szczególnie jak urodziłam córkę.

Poza tym praca, obowiązki domowe, małe dziecko, nie miałam ochoty na smarowanie. W sumie do 30-go roku życia w szpitalu byłam co dwa lata.

Ale, po 30-tym roku życia łuszczyca, jakby sobie pofolgowała, miałam, ale mało, bez problemu dawałam sobie z tym radę. Mało kto wiedział, że choruje na tą chorobę.

Nawet w rodzinie męża, pokazała się ta choroba (siostrzenica) – nikt się nią nie chwalił, ja wiedziałam, bo znam tą „przyjaciółkę”- ale oni o mojej „przyjaciółce” też nic nie wiedzieli, więc – byliśmy kwita.

Teraz już wiedzą.

Jako-taki spokój z chorobą miałam sporo lat, dwa lata temu przeszłam przez chorobę rakową – rak piersi – i po całej terapii, jakiś rok po, dopadła mnie – zasiało mnie tak, że nie miałam tylko twarzy i dekoltu zajętego 12 lamp „PUVA” i po plamkach. Jak na razie święty spokój. Stąd moja wizyta na forum u Pawła, muszę przyznać, że miałeś Pawle świetny pomysł. Twoje doświadczenie, porady, wielu się przydadzą.

I jeszcze jedno przy okazji chciałam napisać.

Szczególnie do młodych dziewczyn, wiele z Was, bo spotykałam się z tym wiele razy, martwicie się, że ta choroba może Wam przeszkodzić w znalezieniu partnera. Nie! To nie jest żadna przeszkoda. Znam wiele, naprawdę wiele osób z łuszczycą, wiodą normalne życie i nikt nie został samotny, chyba że chciał.

Pozdrawiam serdecznie „biedronki”,
„wiekowa” pani łuszczyca

Halina, zmaga się z łuszczycą od 35 lat