Newsletter

Zapisz się na Darmowy Newsletter i zdobądź Poradnik Łuszczycowy.

Okładka Poradnika Łuszczycowego




Historia Janusza

Mój przypadek jest dość typowy lecz rozwiązanie problemu, w stopniu, który mnie do dziś zadowala, dość niezwykłe, bo niespodziewanie proste.

Na łuszczycę zapadłem w wieku około 13 lat. Dziś wiążę to z okresem dojrzewania lub też wyjątkowym stresem w szkole, po długotrwałej nieobecności spowodowanej szkarlatyną i koniecznością nadrobienia znacznych zaległości.

Pierwszy lekarz, do którego trafiłem, chorobę nazwał łojotokiem suchym i zalecił mi stosowanie szamponów i mydeł siarkowych, i siarkowo-dziegciowych oraz jakichś maści (dziś nie pamiętam, jakich).

Jak to chłopiec w tym wieku, nie za bardzo sumiennie stosowałem się do zaleceń lekarza lecz zmiany na skórze głowy (nigdzie indziej wówczas nie miałem) nie były na tyle duże, że stosując zapisane preparaty wybiórczo/okazjonalnie, mogłem prawie normalnie funkcjonować.

Tak było przez wiele lat – raz lepiej raz gorzej. Zmieniali się lekarze, zmieniały się zalecenia. Nikt jednak nie ostrzegał mnie przed możliwym zachorowaniem na łuszczycowe zapalenie stawów. I nagle, 22 lata temu stało się: zapadłem za zapalenie stawu lewego barku. Młoda lekarka (reumatolog), do której poszedłem po poradę, już na progu gabinetu, zapytała: Czy ma Pan może łuszczycę? Zamurowało mnie, gdyż skąd ona mogła wiedzieć coś, o czym ja nie miałem pojęcia, gdy widziała mnie po raz pierwszy?

Po miesiącu trafiłem do szpitala reumatologicznego. Potwierdzono rozpoznanie, zaaplikowano złoto i różne lekarstwa na ŁZS…

Po 6 tygodniach, przez jeszcze około miesiąc otrzymywałem „złote” zastrzyki a potem już samowolnie zarzuciłem wszelkie leczenie… Miałem dość. Bałem się o przewód pokarmowy i nerki. Bóle stawowe ucichły a z łuszczycą też było nieco lepiej więc uznałem, że jestem zaleczony…

I w takim błogostanie żyłem aż do 1 kwietnia 1997r. Wówczas zupełnie przypadkowo ponownie trafiłem do szpitala reumatologicznego… Owszem, już od dwóch tygodni miałem problemy z kolanami lecz uznałem to za wiosenne przesilenie, które przecież minie.

Pobyt w szpitalu nie poprawił mojego stanu, wręcz przeciwnie. Na lekarstwach byłem aż do połowy sierpnia. Lekarze już wydali wyrok – za dwa tygodnie ostateczne badanie i decyzja o przejściu na rentę lub przedłużeniu zwolnienia lekarskiego.

I stał się cud. Dzięki bliskiej mi osobie trafiłem do reumatologa, który powiedział, że za dwa tygodnie będę mógł chodzić po górach, jeśli tylko zechcę. Potraktowałem go, jak nigdy dotąd żadnego innego lekarza, wyjątkowo obcesowo:

Pan chyba zwariował? – zareagowałem.
On odrzekł: „Nie! Pański przypadek jest książkowym. Gwarantuję Panu, że bóle ustaną i wróci Pan do formy”

I tak rzeczywiście się stało. Po 7 dniach brania Encortonu byłem w pełni sił i sprawności. Po tym okresie nigdy już nie wziąłem żadnego lekarstwa przeciw reumatyzmowi. Więcej: 7 lat później stwierdziłem, że pokażę lekarzom, iż ich teorie są jak baśnie: napisane kiedyś przez kogoś, dla kogoś, kto pragnie w nie uwierzyć lecz nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Postanowiłem wypróbować na sobie, jak zareaguje mój organizm na całoroczne kąpiele w Bałtyku! I tak też uczyniłem. Przez ponad 2 lata bez przerwy kąpałem się w naszym morzu, bez względu na pogodę, temperaturę powietrza czy wody. Rekord padł 16 stycznia 2006: temperatura wody -1°C, powietrza -7°C, dzień słoneczny. Pływałem przez około 10 minut i jak zwykle po zimowych kąpielach, z morza wyszedłem jak nowo narodzony.

Pływanie w Bałtyku przez cały rok dało mi wielką odporność na, dotykające tak wielu ludzi, zaziębienia czy grypę. Łuszczyca nie zmieniała się. Raz było lepiej raz gorzej. Za to psychicznie byłem mocniejszy. Stawy czasami bolały lecz nigdy od tego czasu nie byłem niesprawny, by nie żyć normalnie.

Czy mój przypadek jest szczególny? Na pewno nie lecz pokazuje, że mając łuszczycę można być nieświadomym jej innych, bardziej dotkliwych, konsekwencji, zaś aktualny stan bardziej zależy od kondycji psychicznej niż stosowanych medykamentów.

Przez ponad 4 dekady żyjąc z łuszczycą, niemal traktuję ją jak rodzoną siostrę, której nie kocha się lecz należy zaakceptować, bo innego sposobu nie ma. Wówczas, gdy bardzo doskwiera, po prostu lekceważę ją lub, gdy mam wojowniczy nastrój, rozpoczynam następną batalię, udając się po maści do kolejnego lekarza.

Janusz, zmaga się z łuszczycą od 45 lat,
z łuszczycowym zapaleniem stawów od 14 lat