Baner fototerapia

Kupony

Newsletter

Zapisz się na Darmowy Newsletter i zdobądź Poradnik Łuszczycowy.

Okładka Poradnika Łuszczycowego




Moja historia walki z łuszczycą

Paweł Landzberg - zdjęcie

Paweł Landzberg - założyciel luszczyce.pl

Będąc założycielem serwisu luszczyce.pl wypadałoby coś o sobie napisać. Bez zbędnych wstępów oto moja historia z łuszczycą…

Łuszczyca ujawniła się u mnie w 1994 roku, gdy miałem 8 lat. Jej ujawnienie wiążę z dwoma czynnikami. Pierwszym z nich jest fakt, że w tym czasie miałem za wychowawczynię nauczycielkę, która według mnie nie była do tego zawodu stworzona. Wyżywała się jednym słowem na dzieciach. Wieczne krzyki czy przykładowo cały dzień tylko matematyki były normą (nie zważała na to jaki jest plan lekcji). Psychicznie znęcała się nad dziećmi, a z racji faktu, że była moją wychowawczynią to wszystkie zajęcia miałem z nią. Drugim czynnikiem były często występujące u mnie w tym czasie infekcje w postaci wrzodów ropnych.

Nie będę oryginalny pisząc, że zaczęło się od jakiejś krosty, ale tak było. Pierwsza zmiana pojawiła się na głowie. Nie wiem kto to zauważył i czy swędziało, ale wynikiem było to, że wylądowałem u dermatologa. Pani dermatolog (pamiętam oglądała to przez jakieś wielkie szkło powiększające) zdiagnozowała błędnie (co się dosyć często zdarza), że jest to łojotokowe zapalenie skóry. Zapisała mi jakieś leki, które nie pomagały, a kropki zaczęły pojawiać się również na ciele.

Leczenie nie pomagało, więc wylądowałem u innego dermatologa (tym razem pan). Po chyba dwóch wizytach stwierdził, że to łuszczyca. Co ciekawe badając, sprawdzał moje dłonie i stopy (do dziś nie bardzo wiem po co to było – były zupełnie zdrowe).

Od tego czasu zaczęły się cyrki i walka wyjałowiająca psychikę dziecka (mnie) i nastawienie do lekarzy i podobnych osób. Oczywiście były jakieś maści robione, zwykłe, płyny itp. Sporo się tego używało, ale z racji wieku nie pamiętam jakie to były. Sterydy też były, ale się nie przejmowałem jakoś nimi, będąc dzieciakiem (ale wiem, że używałem silnych również).

Smarowałem się jakimiś lekami, płynami a plam przybywało. Pamiętam, że na początku na noc smarowałem się czymś i każdą plamkę miałem zaklejaną plastrem (żeby nie ubrudzić piżamy itp.). Także plaster szedł w sporych ilościach. Jednego ranka, gdy miałem wizytę u lekarza przeoczyłem chyba jeden plaster, który został. Lekarz, gdy to zauważył nieźle się zdenerwował – zakazał kategorycznie używać plastrów. Teraz już podejrzewam dlaczego tak zareagował. Raz, że skóra nie oddycha prawidłowo. Dwa, że pod opatrunkami jest większe wchłanianie leku (zwłaszcza okluzyjnymi) – co przy silnych maściach sterydowych nie byłoby raczej wskazane dla dziecka.

Po jakimś czasie dosyć mocno wysypany już byłem, plamy rozmieszczone były mniej więcej równomiernie na całej powierzchni ciała. Mógłbym reklamować mleko „Łaciate”. To był trudny okres. Wiadomo wstyd mi było. Każdy kto ma łuszczyce przechodzi przez taki okres, a dla dzieciaka to jest jeszcze trudniejsze.

Chciałbym również zauważyć, że jak byłem mały do miałem trochę inną postać łuszczycy (bardziej agresywną). Pod zdrapanymi łuskami pojawiała się dosyć duża „krwawa rosa” i często były to zmiany wysiękowe. Same plamy były twarde i czasem pękały. I zdarzało się, że bolały.

W międzyczasie, gdy byłem mocno wysypany a nic nie pomagało napotkałem na swojej drodze różnych pseudo uzdrawiaczy i innych dziwnych lekarzy.

Pamiętam kobietę znachorkę, co strzepywała złe prądy ze mnie do miski. No i robiła jeszcze masaże pleców (chyba chodziło o jakieś punkty na plecach, nie wiem). Ogólnie na dzień dzisiejszy to była oczywiście strata czasu. Nie wierzę w takie rzeczy.

Druga tego typu osoba, to już była dłuższa wycieczka – ze 300 km dlatego tylko raz tam byłem. Z tego co pamiętam to wykryła mi jakimś patykiem szmery na sercu – nie wiem czy to prawda (nigdy się nie badałem). Jej kuracja polegała na piciu różnych ziół z rana. Oprócz tego, że chciało mi się po nich wymiotować, to jeszcze zawsze cały dzień mi niezbyt miło pachniało nimi z ust. Oczywiście na łuszczycę zero reakcji.

Kolejny etap był już zadowalający dla mnie. Dermatolog zapisał mi w końcu coś co było skuteczne – jakąś maść robioną. Taka czarna, śmierdząca smołą (nie potrafię powiedzieć co to było). Co wieczoru trzeba było nałożyć ją na godz chyba i zmyć. I to był strzał w dziesiątkę. Pomogło, chyba wszystko z ciała zeszło. Na głowę optymalnego nie miałem nic, ale nie było tam tego chyba tak dużo jeszcze.

Po tym jak pomogło chyba przestałem chodzić do tego dermatologa. Na głowie trochę tam było, ale byłem zadowolony.

Jeśli mi coś wyskoczyło na twarzy to zwykle pomagał jakiś zwykły krem Nivea.

W najbliższym czasie nie chodziłem nigdzie. Na głowie mi przybywało, a na ciele zaczęły się też pojawiać zmiany (ale nie takie twarde i ostre jak przedtem, pojawiały się takie suche, niebolące, bez wysięku, i takie są do dziś na szczęście). W sumie w tym czasie miałem metodę na głowę, żeby się tak nie sypało (właściwie to, żadna metoda ale tak robiłem) – raz w tygodniu naoliwiałem głowę oliwką, żeby łuska zmiękła i po godzinie zdrapywałem ją gęstym grzebieniem (często do krwi) i myłem głowę.

Pamiętam w tym czasie przed którymś latem dużo wysypało mi na plecach, poniżej karku. Wiem, że średnio 9/10 łuszczykom słońce pomaga. Tego właśnie lata co wyskoczyło mi na plecach sporo, jednego dnia się mocno spaliłem na plecach. Efekt tego był taki, że mi skóra zeszła płatami. I ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu zerwałem cały płat ze zmianami łyszczycowymi a pod nim była zdrowa skora. Nie pokazały się tam zmiany przez długi okres. Nigdy więcej nie udało mi się tak spalić, żeby skóra zeszła płatami. Z resztą nie polecam tego, bo to jest zwyczajnie nie zdrowe. Jednego lata zostałem też obcięty na łyso. Letnie słońce zupełnie zaleczyło mi głowę na okres lata.

Po jakimś czasie w wieku ok 13 lat znów sporo wysypany na głowie i ciele wybrałem się do dermatologa (znów jakiś inny nie wiem czemu). Po stosunkowo niewielu wizytach pani dermatolog znalazła lek na moje ciało i głowę. Na ciało solarium + Cignoderm – w ciągu 2 tygodni pozbyłem się zmian na spory okres czasu. Na głowę Diprosalic (silny steryd) – również błyskawiczne usunięcie. Byłem zadowolony, bo pierwszy raz byłem cały czysty. Jednak tylko na jakieś pół miesiąca.

Po tym czasie na głowie zaczęły się pojawiać znowu zmiany w innych miejscach. Na ciele spokój. Przez jakieś 4-5 lat smarowałem się cały czas Diprosaliciem na głowie. Teraz już wiem, że to nie była metoda. Każde odstawienie Diprosalicu wiązało się z nagłym większym nawrotem, dlatego cały czas go stosowałem i ogólnie strzygłem się na łyso. Rano smarowałem głowę i cały dzień chodziłem „tłusty”. W międzyczasie wyskoczyło mi w uchu – też tam smarowałem Diprosaliciem, bo wyglądało to jakbym miał brudne uszy.

Jakoś po pierwszym zaleczeniu łuszczycy na niedługi okres zauważyłem, że mój paznokieć od palucha u nogi jest jakiś żółty, a pod nim jest sporo jakiejś substancji (masy rogowe). Testy mykologiczne wykluczyły grzybicę. Wniosek – łuszczyca paznokci. Na paznokcie nigdy nic nie znalazłem. Czasem mi się pojawiają zmiany (u rąk głównie), a czasem same znikają.

Po pewnym czasie, gdy znów na ciele pojawiło się sporo zmian znów zastosowałem kurację Cignodermem z zadowalającym rezultatem. Głowa – cały czas Diprosalic.

Później znów chciałem zrobić sobie kurację Cignodermem, ale okazało się, że nie jest dostępna ta maść, więc recepta na nic mi była (pani lekarz nie wiedziała, że została wycofana), no i nic nie robiłem przez pewien okres.

Byłem w tym czasie na studiach i zacząłem się trochę „zapuszczać”. Najbardziej przerażała plama na jednej piszczeli, cały czas się powiększała i była już bardzo duża. Postanowiłem spróbować Cignodermu na piszczel, który miałem w szafie – przeterminowany był, ale spróbowałem. Po 2 dniach na ognisku pojawiły się ropne, bolące krostki, więc zrezygnowałem z Cignodermu, myśląc, że to skutek przeterminowania.

Dosyć krótko po tym trafiłem do On Clinic. Od tego momentu przestałem używać Diprosalic. Po miesiącu stosowania ich leków nie było efektu. Tu chciałem zauważyć, że po stosowaniu ich leków na piszczeli na ognisku zaczęły się znów pojawiać ropne, bolące krosty. Także myślę, że było to już poważnie zaawansowane ognisko i w ten sposób łuszczyca się broniła – przeradzała się w łuszczycę krostkową w tym miejscu.

Kolejna wizyta trochę zaskoczyła lekarza, bo połowa mojej głowy to była jedna wielka zmiana łuszczycowa. Było to wynikiem odstawienia Diprosalicu. Także pani lekarz bardziej restrykcyjne metody zastosowała. Dobrze się odżywiać (w ogóle mówiła, że na łuszczyce dobrze jeść warzywa strączkowe, fasolę itp.), natłuszczać Clobazą codziennie, ogólnie więcej czasu głowie poświecić, i przestać pić alkohol (nie żebym pił codziennie, ale czasem się przecież zdarza) – po późniejszych obserwacjach doszedłem do wniosku, że alkohol nie ma jednak wpływu na moją łuszczycę.

To co ona powiedziała to był dla mnie wyrok ta cała kuracja. Regularne posiłki, 0 alkoholu, i pół dnia czymś wysmarowany. Wszystko tak zorganizowane, że właściwie to nie miałem po co wychodzić z domu skoro zaraz musiałem iść z powrotem. No i tak siedziałem w domu z niezbyt dobrym samopoczuciem i wiecznie obsmarowany.

Jednak po kolejnym miesiącu zauważyłem, że polepsza mi się na ciele i później również na głowie. Ogólnie może po 3-4 miesiącach na ciele i głowie nie było za dużo, także stosowałem to dalej.

Niestety jak to student, młody, durny, coraz mniej systematycznie się smarowałem, w związku z czym miałem niedoleczone niektóre zmiany. Po kilku miesiącach niestarannego smarowania obraziłem się z pewnego powodu na lekarza z On Clinic i zaprzestałem kurację zupełnie. To była ostatnia moja wizyta u jakiegokolwiek dermatologa (nie wiem czy kiedyś jeszcze się wybiorę).

Przez najbliższe 1,5 roku nie leczyłem się wcale. Na ciele nie było za dużo, bo sporo się zaleczyło, ale zmian przybywało. Gorzej z głową – strasznie szybko była zajęta łuszczycą, dlatego zapuściłem włosy, aby to zamaskować.

Po około 1,5 roku podbudowałem się psychicznie i wziąłem się za łuszczycę. Nie miałem zamiaru iść do lekarza, bo miałem już do nich zbyt duży uraz – nie lubię w ogóle takich miejsc jak przychodnie itp. Znalazłem w sieci lek oparty na dziegciu (Cocois). Postanowiłem spróbować i po prostu wiedziałem, że się uda (kojarzyłem, że dziegcie mi pomagają, bo miałem szampon dziegciowy, który specyficznie pachniał – a czarna maść robiona, którą miałem w dzieciństwie i mi pomogła podobnie pachniała).

Najpierw zrobiłem test na jednej zmianie. Codziennie smarując na godzinę i zmywając po tym czasie. Dopiero po około miesiącu zauważyłem istotną poprawę, przeszedłem więc do leczenia kompleksowego.

Cocois jest tylko na głowę, ale ja stosowałem też na ciało. Ściąłem swoje 1,5 roczne włosy do zera. Totalna zmiana łuszczycowa na 90% powierzchni głowy z łuską kilkukrotnie nawarstwioną. Zacząłem kurację. Codzienne smarowanie zmian na głowie i ciele – trzymałem minimum 2 godziny, po czym zmywałem i natłuszczałem.

Rezultat kuracji był taki, że po 3 miesiącach 90% zmian z głowy zeszło, a z ciała 95%. Niestety nie doleczyłem się, bo nadeszło lato i systematyczności zabrakło. W trakcie lata przestałem zupełnie smarować zmiany na ciele (niewiele ich już było i mi nie przeszkadzały). Na głowie smarowałem jak mi się chciało, starałem się kilka razy w tygodniu.

To by było tyle na temat mojej historii walki z łuszczycą. Aktualne leczenie i profilaktykę możecie znaleźć na blogu luszczyce.pl.