Kupony

Newsletter

Zapisz się na Darmowy Newsletter i zdobądź Poradnik Łuszczycowy.

Okładka Poradnika Łuszczycowego




Historia Ani

Ehh… a może… aj ŁUSZCZYCA – ETAP MOJEGO ŻYCIA, MOJA PRZYJACIÓŁKA, bo jest przy mnie dzień i noc, non stop I MÓJ WRÓG, bo mnie wkurza i nie mogę się jej pozbyć.

Choruję na łuszczycę od piętnastego roku życia, czyli 11 lat. Może się to wydawać krótko, ale dla mnie to prawie całe życie. Zaczęło się od czegoś białego na łokciach, jakby suchej skórki, jakiś strupków. Bym na to uwagi nie zwróciła, gdyby nie moi koledzy i koleżanki z liceum, którzy co chwila się pytali co tam mam. Zaczęło mnie to denerwować i zaczęłam się krępować ich durnych pytań.

Pokazałam mamie i postanowiłyśmy pójść do dermatologa, diagnoza bez zastanowienia – łuszczyca – dziś moja przyjaciółka, a wtedy obiekt mojego wstydu i chowania łokci pod bluzkami z długimi rękawami. Wstyd przed kolegami i głupio mi było przed rodzicami. Nie przelewało nam się, w domu były ciągłe kłótnie o pieniądze, nie można było nic wyrwać od ojca, nawet na leki. A przecież gdyby nie to, że jego ojciec i brat chorowali na łuszczyce ja bym jej nie miała. No właśnie leki które kosztowały fortunę, które jednym pomagają, a innym nie, ale żeby się przekonać trzeba je zakupić i spróbować. Jak nie pomagają wyrzucić. To tak jak wyrzucenie pieniędzy w błoto.

Gdy oswoiłam się z łokciami, zaczęłam grzebać w głowie, pod pachami, za uszami. W końcu mi coś nie pasowało i poprosiłam mamę, żeby sprawdziła czy to nie łuszczyca. A jak – atakowała kolejne miejsca i kolejni dermatolodzy, państwowi, prywatni, maści, papki na zmówienia, leki, lekarze, którzy oczyszczali duszę, psychologowie, którzy pomagali zwalczać stres, i wszystko co by mogło powstrzymać powstawanie choroby.

W końcu się dowiedziałam skąd się bierze łuszczyca, nie tylko z punktu psychologicznego, ale o genetyce jej powstania. Wszystko się zgadzało, dziadek (ojciec mojego taty), brat mojego taty, na krzyż szło przez pokolenia, syn mojego wujka i na razie to wszystko i oby.

Zaczęliśmy się wymieniać maściami, dziadkowi zeszło po 7 latach walki z ręki, wujkowi pomógł jakiś płyn na głowę, bratu też, a mi nic. Moją głowę pokrywała jedna wielka skorupa, skorupa, którą przed snem, w szkole na lekcjach, w domu oglądając TV wyciągałam z włosów, płatki łusek, które się odrywały co chwila, albo tłusta głowa od jakiś kolejnych specyfików na zamówienie.

Wstyd chodzenia do fryzjera skończył się tym, że do dzisiaj mam długie włosy, a końcówki podcinam tylko wtedy kiedy trzeba, oczywiście u stałego fryzjera, żeby uniknąć krępujących sytuacji u nowego.

W końcu miałam dość, skończyłam liceum i przestałam się leczyć na łuszczycę, mama się wyprowadziła, nikt mnie nie pilnował i nie przypominał o maściach, o tym, żeby nie grzebać w głowie. Zajęłam się pracą, studiami i swoim życiem, zapomniałam o łuszczycy, miałam ją cały czas już tylko w głowie i uszach. Drapanie się i wyciąganie łusek z głowy i uszu było moim rytuałem robiłam to, gdy tylko poczułam „coś”, lub gdy się nudziłam, lub gdy zaswędziało.

Po 10 latach walki z łuszczycą i jednocześnie zaprzestaniu jej leczenia postanowiłam, że już życie mi się ułożyło i trzeba się wziąć za zaleczenie tego świństwa. Nie wypadało mi drapać się, wygrzebywać jej z głowy przy nowym ukochanym.

Zaczęłam stosować szampon Selsun dostępny tylko w Anglii (w Polsce jest Selsun Blue), było super, nie swędziało, nie odpadało, ale od nowa powracało. Zaczęłam czytać w Internecie na jej temat, szukać sposobu na jej zaleczenie. Oczywiście żadnej odpowiedzi na przypadek mojej łuszczycy nie znalazłam, ogólne fora, ogólne informacje, nic o głowie i lekach, które kogoś zaleczyły.

W końcu zapisałam się na poradnik Pawła i dostawałam codziennie maile o tej chorobie. Początkowo nudne, wszystko już wiedziałam, w niektórych odnalazłam coś nowego lub coś co mnie bardziej zaciekawiło i dało do myślenia. I jak to się mówi „dopóki się nie myśli nic się nie dzieje”, a skoro codziennie czytałam maila o łuszczycy, na mojej szyi pojawiły się plamy, czerwone. Patrzę w lustro i myślę to chyba jakieś kpiny, to nie możliwe, w moim życiu się nic nie dzieję, podjęłam decyzje o walce z łuszczycą, a ona się pojawia zamiast znikać.

Już wyczytałam o nowej maści Cocois, już zapaliło mi się zielone światełko, nadzieja, że w końcu zniknie jak tylko kupię tą maść, a tu nowe plamy. Czerwone plamy przybrały tempa niezawodnego, przerodziły się w białe łuski, w mojej głowie zrodziło się przerażenie, pojawiła się w miejscu najbardziej widocznym, idzie wiosna, nie ukryje jej, będzie trzeba się przyznać przed ciekawskimi co to jest. Ale spokojnie ochłonęłam i pomyślałam, widocznie tak musi być, sama ją ściągnęłam na siebie czytaniem o niej i myśleniem o ludziach chorych, okej, nie pozwolę sobie na to, pozbędę się jej, kto jak nie ja.

Pierwsze dni stosowałam maść jakąś angielską na łuszczycę, nic nie pomagało, było gorzej, stałam w pracy za barem i non stop smarowałam szyję wazeliną tłustą do ust, po tygodniu nie było śladu łuszczycy.

W między czasie postanowiłam nie ukrywać się więcej z moją chorobą i zrobić to o czym pisał Paweł, zaakceptować ją i się jej nie wstydzić. Przeczytałam o petycji do Ministra, żeby wpisał łuszczycę na listę chorób przewlekłych, pomyślałam to jest krok przyznania się przed znajomymi i poproszenie o oddanie głosu. Oczywiście okazali się niezawodni, nie dali mi nawet odczuć, że się mną brzydzą czy cokolwiek, więc moje obawy zbrzydzenia mną przez znajomych były przez tyle lat zbędne.

Teraz jest mi lepiej, łuszczyca na szyi zniknęła. Dwa tygodnie temu będąc w Polsce kupiłam maść Cocois i od razu zaczęłam stosować na uszy i głowę. W uszach już nic nie ma, w głowie mniej, a przede wszystkim w ogóle jej nie drapię. Za parę dni zaniknie mi całkowicie. Wierzę w to, bo się przekonałam, że wszystko jest w naszej głowie. Jestem gotowa na walkę z nią i nie pozwolę, żeby mnie oszpecała i zajmowała mój czas.

Anna, zmaga się z łuszczycą od 11 lat