Kupony

Newsletter

Zapisz się na Darmowy Newsletter i zdobądź Poradnik Łuszczycowy.

Okładka Poradnika Łuszczycowego




Historia Moniki

Moja historia z łuszczycą zaczęła się 10 lat temu. Był to ciężki czas dla mnie, bowiem w maju miałam zdawać maturę i już samo przygotowywanie się do niej wiązało się z dużym wysiłkiem psychicznym jak i umysłowym. Zacznę od początku…

Moje dwie najmłodsze siostry tuż przed Sylwestrem złapały ospę wietrzną i niczym biedronki skazane były na siedzenie w domu i smarowanie ciała. Skutecznie wyleczona ospa wszystkim poszła w niepamięć aż do Świat Wielkanocnych kiedy to u mnie zaczęły pojawiać się pojedyncze plamki, co szybko połączyliśmy z ospą, gdyż w wieku dziecięcym jej nie przechodziłam. Plamki narastały, było ich więcej, a smarowidła na ospę nie pomagały, tylko pogarszały mój stan. Lekarz stwierdził jednak, że to nie ospa a świerzb. Byłam załamana, bo gdzie mogłam złapać świerzb?

Te gorsze paskudztwa jeszcze bardziej pogorszyły mój stan skóry nie mówiąc o psychice, bowiem każdy kto na mnie patrzył wyśmiewał się. Do takiego stopnia wyglądała moja twarz, dłonie, że wolałam siedzieć w domu niż narażać się na odrzucenie społeczne.

Wreszcie trafiłam do lekarki, która powiedziała, że to może być łuszczyca. Diagnoza dermatologa brzmiała – łuszczyca i leczenie szpitalne. Zdałam maturę i po ostatnim egzaminie ustnym pojechałam do Kliniki Dermatologicznej. Załamałam się. Moje leczenie szpitalne trwało siedem tygodni. Ciężkich, długich tygodni. Drugiego dnia pobytu chciałam uciec stamtąd. Było tam strasznie, codzienne wizyty lekarskie ze studentami, którzy oglądają, dotykają pacjentów niczym preparaty biologiczne. Byłam na oddziale najbardziej obsypaną pacjentką, dlatego moje leczenie trwało tam tak długo.

Mimo wielu trudnych dni, spotkałam tam wiele osób w różnym wieku, które chorują na łuszczycę. Codzienne smarowania stały się rytuałem, dopiero po kilku tygodniach widać było, że wszystko wraca do normy. W końcu wyszłam do domu, czysta, bez zmian skórnych. Niestety moja radość trwała zbyt krótko, bowiem po około dwóch tygodniach pojawiły się nowe plamki. Tym razem już sama pod kontrolą mojej lekarki zaleczyłam się w domu. Od tamtego momentu miałam bardzo długi spokój, zmiany pojedyncze czasem pojawiały się, ale po smarowaniu znikały.

Obecnie jest troszkę gorzej, mam nowe zmiany, ale walczę dzielnie i mam nadzieję, że za kilka miesięcy znikną. Szukam nadal „cudownego” leku, testuję maści, kosmetyki i jestem znacznie bogatsza o wiedzę na temat mojej choroby. Polubiłam ją, bo jak jej nie lubić skoro żyję z nią już 10 lat. Mam nadzieję, że da mi urlop i odpocznę trochę od niej na jakiś czas 🙂

Monika, zmaga się z łuszczycą od 10 lat